Witam wszystkich moich czytelników. Blog został przeniesiony na inny adres. Oto on:
boijaanime.blogspot.com
Zapraszam do czytania drugiego opowiadania które tam udostępniam ^_^
Drugie dno
piątek, 4 grudnia 2015
poniedziałek, 28 września 2015
Rozdział 9
Dotarliśmy do jego domu. Wielki dom z
pięknym ogrodem.
-Tutaj mieszkasz?
-Tutaj żyję.
-Wspaniały dom.
-I tylko nasz. Nie licząc mieszkającej
służby.
-Nie mówiłeś wcześniej nic o
służbie.
-Stwierdziłem, że zrobię ci
niespodziankę tym.
-I zrobiłeś. Dziękuję, że
przyjąłeś mnie do swego życia.
-To przeznaczenie. Zobaczysz jak jest w
środku.
Wjechał do garażu i od razu zabrali
moje walizki z bagażnika. Pawlo otworzył mi drzwi i pomógł
wysiąść. Poprowadził mnie przez długi korytarz do jakiegoś
pokoju, którym była olbrzymia biblioteka. Przy stole ktoś
siedział.
-Dzień dobry synu.
„Synu? To jego rodzice? A ja tak
wyglądam?”
-Dzień dobry. Mamo, tato. Chcę wam
kogoś przedstawić. To jest Rozalinda. Według legendy powinienem
się z nią ożenić.
-Uratowałeś ją?
-Tak Ojcze.
-Rozumiem. Podejdź tu moja droga.
Zawahałam się. „A jak mnie nie
polubią?” Pawlo ścisnął moją dłoń. Dodał mi tym otuchy.
Powoli zaczęłam kroczyć w stronę jego rodziców.
-Spokojnie. Nie gryziemy.
-Miło Państwa poznać. Jestem
Rozalinda Koramino.
-Witaj moje dziecko. Jestem Evan
Draconis, a to jest moja żona Leilah. Nam też jest miło Cię
poznać. Prawda skarbie?
-Naturalnie- powiedziała i się
uśmiechnęła. Odetchnęłam.
-Wszystko w porządku?
-Tak. Byłam troszkę zestresowana. Ale
już nie jestem.
-To dobrze. Może chcesz odpocząć po
długiej podróży?
-Jeśli mogę to bardzo chętnie. Nie
spałam za dobrze tej nocy.
-Zaprowadź ją do gościnnej sypialni.
-Oczywiście Ojcze.
Po drodze wszyscy się nam kłaniali.
„Co się dzieje? Dlaczego? Dlaczego to się dzieje?” Pawlo mi się
przyglądał. Widać było, że chce o coś zapytać.
-Pytaj jeśli musisz.
-Co cię trapi?
-Nic mnie nie trapi.
-Przecież widzę.
-No dobrze. Myślę o tym dlaczego oni
się nam kłaniają.
-Od dzisiaj jesteś księżniczką.
-Księ...żniczką?- zatrzymałam się
w pół kroku.- Nic nie mówiłeś.
-Zaskoczona? Przecież ci mówiłem, że
od teraz będziesz miała służbę.
-No tak. Ale to co innego niż bycie księżniczką.
-No tak. Ale to co innego niż bycie księżniczką.
-Wcale, że nie.
-Właśnie, że tak- powiedziałam. W
tym momencie chciałam się wrócić i przeprosić jego rodziców za
problem. Chciałam stamtąd uciekać. Ale Pawlo mnie zatrzymał.
-Na pewno wszystko w porządku?
-Sama nie wiem.
-Chodź. Zaprowadzę cię do pokoju.
Musisz odpocząć.
-Muszę sobie wszystko poukładać w
głowie. Od dzisiaj zmienia się moje całe życie.
-Ja cię doskonale rozumiem. Tędy
będzie szybciej.
Poprowadził mnie do jakiegoś pokoju,
w którym były moje rzeczy.
-Odpocznij. Wrócę o dziewiętnastej.
Będzie czas na kolację- mruknęłam i wyszedł. Zostałam sama.
Sprawdziłam czy wszystko mam, po czym wzięłam komórkę i ją
włączyłam. Od razu zaczął dzwonić więc odebrałam.
-Halo?- powiedziałam niepewnie.
-Justyna? Nie ma cię w pracy tak
długo. Nie radzę sobie bez ciebie.
-Cornelius...? Przepraszam cię.
Postaram się jak najszybciej wrócić do pracy. Chociaż nie wiem
czy będę mogła.
-Jak to? O czym ty mówisz? Wiem, że
miałaś wypadek i leżałaś w szpitalu, ale to nie powód dla
którego masz rzucić pracę.
-Po tym wypadku czeka mnie jeszcze
rehabilitacja. Nie wiem kiedy się skończy. Lekarz nic nie wspomniał
o terminie skończenia.
-Wiem, że nie leżysz już w szpitalu.
Widziałem cię jak wychodziłaś ze szpitala z jakimś facetem. Kim
on jest?
-Jak to nas widziałeś?
-Kim on jest?! Ja się pytam!
-Nie krzycz. Krzykiem nic nie
załatwisz.
-To mi odpowiedz!
-To mój narzeczony. Przepraszam. Znasz
może ród Draconisów?
-Znam. Jak głosi legenda kobieta
uratowana przez mężczyznę z tego rodu zostaje mu przeznaczona.
-Tak jest w moim przypadku. Najmocniej
przepraszam.
-On cię uratował? Dlaczego nic nie
powiedziałaś, gdy leżałaś w szpitalu?
-Ponieważ nie miałam przy sobie
komórki.
-Rozumiem... To w takim razie do
widzenia. Obyś miała udane życie. Na e-maila prześlę ci
wszystkie dokumenty potrzebne do skończenia twojej pracy u mnie.
-Zrozumiałam. Ale czy...
-To już koniec. Żegnaj.
-Poczekaj chwilkę....- sygnał się
urwał. Spojrzałam na telefon. To Cornelius się rozłączył.
Położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać.
niedziela, 8 marca 2015
Rozdział 8
Przepraszam za tak krótki rozdział. Postaram się następne pisać dłuższe :D
Obudziłam się wraz z przyjściem
lekarza.
-Dzień dobry Pani Rozalindo. Jak się
Pani czuje?
-Dobrze.
-Pan Draconis odwiedził Panią, ale
akurat Pani wyszła do łazienki. Prosił, bym przekazał Pani
najszczersze przeprosiny i że przyjdzie dzisiaj o godzinie
czternastej.
-Dziękuję za informacje.
-A teraz zabieram Panią na ostatnie
badania kontrolne- powiedział z uśmiechem na twarzy.
-Rozumiem.
Poszliśmy na badania. Po badaniach
przyszła do mojej sali pielęgniarka z trzema pudełkami. Położyła
je na stoliku i wyszła. Ciekawość zwyciężyła. Podeszłam do
nich i otworzyłam jedno z nich. Znalazłam w nim sukienkę i
bieliznę. Gdy otworzyłam pozostałe pudełka nie mogłam uwierzyć
w to co widzę. Nowe szpilki i torebka, a dodatkowo kosmetyki.
Wróciła pielęgniarka.
-Czas się przygotować do wypisu.
-Mam to założyć?
-A co innego? Bo nic nie widzę.
-Rozumiem. Ale ja się zabiję na tych
szpilkach.
-Dlatego do czternastej został Pani
czas na nauczenie się chodzenia na szpilkach. A to przy mnie nie
będzie problemem.
-Zrozumiałam.
Szybko się przebrałam i ubrałam
buty. Od razu usiadłam bo się zachwiałam. Pielęgniarka pomogła
mi wstać i przejść się po pokoju.
-Świetnie Pani idzie.
-Wcale, że nie.
-Właśnie, że tak.
-Jeśli tak uważasz.
-Dasz sobie radę. To nic trudnego gdy
już się przyzwyczaisz.
-Rozumiem.
Chodziłam po pokoju chyba z godzinę,
gdy wezwano pielęgniarkę.
-Muszę Cię chwilowo opuścić.
-Nie ma sprawy.
Wyszła a ja wciąż chodziłam po sali
i się pakowałam. I cały czas byłam w obcasach. Ktoś wszedł do
sali. Nie wiedziałam, że już wybiła godzina czternasta.
Odwróciłam się w stronę drzwi i zamarłam. Pawlo stał z kwiatami
w ręce. Zaniemówił na mój widok.
-Cześć.
-Hej. Pięknie wyglądasz.
-Dziękuję- spojrzałam na podłogę
by skryć rumieniec.
-Gotowa?
-Chyba tak.
-Sprawdźmy jeszcze.
Podchodził do wszystkich półek i
sprawdzał. Nic nie znalazł.
-Nic nie zostawiłaś. Czyli można
zamknąć torbę i idziemy.
Do sali wszedł lekarz i pielęgniarka.
Podeszłam do nich i podziękowałam za wszystko.
-Do widzenia.
-Obyś była szczęśliwa i nie wróciła
do nas.
-Wiem. Postaram się.
Wyszliśmy z pokoju. Pawlo niósł
wszystkie rzeczy. Ja miałam w rękach tylko kwiaty, które od niego
dostałam. Otworzył bagażnik, schował wszystkie rzeczy i otworzył
mi drzwi bym wsiadła.
Szybko to zrobiłam, a on zamknął
bagażnik i wsiadł do samochodu. Ruszyliśmy.
poniedziałek, 23 lutego 2015
Witam
Witam serdecznie wszystkich moich czytelników. Zauważyłam ogromny spadek wyświetleń bloga. Więc chciałam się Was zapytać o to, jaką treść chcielibyście ujrzeć na stronie. Myślałam nawet by dodać nowe opowiadanie, ale potrzebuję także waszej opinii.
Ameneris Firegold~
Ameneris Firegold~
wtorek, 17 lutego 2015
Witam
Witam wszystkich czytelników. Jestem ciekawa czy ktokolwiek jeszcze to czyta. Jeśli macie jakieś oczekiwania wobec treści, jakieś uwagi, obiekcje, to proszę Was o zostawienie komentarzy pod danymi postami lub nawet pod tym postem.
Ameneris Firegold~
Ameneris Firegold~
środa, 4 lutego 2015
Rozdział 7
Poczułam ból, gdy odzyskałam
przytomność. A może mi się tak tylko zdawało, że to czuję?
Otworzyłam oczy. Biel wokół mnie była przerażająca, gdy tak
nagle się obudziłam. Chciałam krzyknąć, ale ktoś mnie
powstrzymał. To był Pawlo.
-Spokojnie. Jesteś bezpieczna.
-Jak ja się tu znalazłam?
-Przywiozłem cię tu. Od razu się
tobą zajęli. Nikt nie wiedział, że masz zakażoną krew, dlatego
leżałaś u mnie w domu. Gdybym wiedział od razu bym cię przywiózł
tutaj. Przepraszam.
-Nikt o tym nie wiedział. Nawet ja nie
wiedziałam.
-Jak to?
-Rodzice nigdy nic nie powiedzieli.
Umarli jak byłam mała. Rodziny zastępcze, w których byłam nic
nie mówili. A teraz mieszkam sama i nigdy bym się nie dowiedziała,
gdyby nie ty.
-Rozumiem. Zawołam lekarza.
-Czekaj. To nie potrzebne. I dla mnie
niezrozumiałe. Dlaczego tak się o mnie martwisz i troszczysz?
-W mojej rodzinie jest przekazywana
legenda z pokolenia na pokolenie. Mówi ona o tym, że gdy
przedstawiciel rodu Draconis uratuje kobietę zostanie ona mu
przeznaczona do końca jego życia.
-A jak kobieta nie chce dzielić życia
z tym właśnie mężczyzną?
-To mężczyzna, jak to ujęłaś, nie
może poślubić innej kobiety prócz niej. A gdy zostanie sam nie
będzie mógł przekazać genów dalszemu pokoleniu.
-Rozumiem. Czyli jestem ci
przeznaczona?
-Tak.
-Trudno się mówi.
-Zostaniesz ze mną?
-Tak. Jeśli takie jest moje
przeznaczenie.
-Zawołam lekarza.
-Ok – powiedziałam i się
uśmiechnęłam. On wyszedł z uśmiechem na twarzy szukać lekarza.
Wstałam z łóżka i podeszłam do okna. Oparłam się o parapet i
czekałam. W końcu przyszli.
-Jak się Pani czuje, Pani Rozalindo?
-Zaskakująco dobrze. Dziękuję.
-Zostawimy Panią na kilka dni
obserwacji. I zależnie od Pani wyników stwierdzimy kiedy Panią
wypisać.
-Rozumiem – powiedziałam i się
uśmiechnęłam.- Dziękuję.
Lekarz wyszedł, a ja zostałam z
Pawlem. On także się uśmiechał.
-Zaraz wracam.- Ciekawe co mu chodziło
po głowie? Usiadłam na łóżku i czekałam. Przyszła pielęgniarka
by zabrać mnie do łazienki. Szybki prysznic i leżałam z powrotem
w łóżku. Pawlo nie wrócił. Zasnęłam.
wtorek, 26 sierpnia 2014
Rozdział 6
Gdy otworzyłam oczy ujrzałam tylko
czerń. Albo to noc albo jest tak ciemno w pokoju. Stanęłam na
nogach i usłyszałam szczęk łańcuchów. „Jestem więźniem? Ale
kogo? I dlaczego?” Zauważyłam światło zmierzające w moją
stronę. Po chwili świece zapaliły się w całym pomieszczeniu.
Zmrużyłam oczy i poczułam jak opadam z sił. Moje nogi się
załamały i znów wisiałam na rękach. W głowie mi się kręciło,
a zapach tej osoby zbyt mocny i zaczęło mnie mdlić.
-Dzień dobry moja droga.
Nie odpowiedziałam tylko na niego
spojrzałam i zamknęłam oczy. Gdy znowu je otworzyłam leżałam w
łóżku ubrana w jakąś koszulę nocną. Do pokoju ktoś wszedł.
-Już nie śpisz? Jak się czujesz?
-Dobrze. Kim jesteś? Jak ja się tu
znalazłam? Co się stało?- zaczęłam kaszleć. Ten ktoś podszedł
do mnie i podał mi szklankę z wodą.
-Powoli. Nie mów aż tyle. Twoje
gardło jeszcze nie jest do końca wyleczone.
Już chciałam zapytać się o co
chodzi, ale nie zdążyłam bo położył mi palec na ustach.
-Zanim cokolwiek powiesz odpowiem na
twoje poprzednie pytania. Pawlo Draconis. Znalazłem cię podczas
rutynowego przeszukania mieszkania jednego z obywateli. Sąsiedzi
zgłosili policji dziwne wydarzenie pod mieszkaniem właśnie tego
jednego pana. Został zatrzymany za porwanie i torturowanie. Byłaś
nieprzytomna kilka dni. Już chciałem dzwonić po karetkę aby cię
wzięli do szpitala. Nie podobało mi się, że tak długo leżysz
nieprzytomna.
-Mogę ci mówić po imieniu?
-Oczywiście.
-Dziękuję za pomoc, ale muszę już
wracać do swojego życia. Czeka na mnie ktoś na kim mi zależy.
-Powiadomiliśmy rodzinę i twój
zakład pracy o twoim wypadku. Nie musisz się spieszyć z kuracją
leczniczą.
-Rozumiem. Ale jednak chciałabym
porozmawiać z moim szefem.
-Niestety nie mogę ci na to pozwolić
ponieważ zaraz zaczniesz kaszleć gdy tylko się odezwiesz.
-Skąd...
I rzeczywiście tak było. Kaszlałam
jak opętana dopóki się nie napiłam.
-Odpocznij sobie.
-Zgoda. Dziękuję za wszystko.
Odłożył kubek i pomógł mi się
położyć. Delikatnie mnie przykrył i wyszedł z pokoju. Położyłam
się na boku i spróbowałam zasnąć. Ale nie dane mi było zasnąć.
Ktoś znowu pukał do drzwi.
-Proszę.
Wszedł. Ja usiadłam na łóżku.
-Zasypiałaś?
-Nie. Jeszcze nie. Co się stało?
-Twoje rzeczy, które tam znaleźliśmy,
właśnie doszły. Chcesz je teraz czy za chwilkę?
-Później. Chciałabym odpocząć
najpierw.
-Rozumiem. W takim razie już ci nie
przeszkadzam.
-Dziękuję- powiedziałam szeptem i
chyba znowu zemdlałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)