Dotarliśmy do jego domu. Wielki dom z
pięknym ogrodem.
-Tutaj mieszkasz?
-Tutaj żyję.
-Wspaniały dom.
-I tylko nasz. Nie licząc mieszkającej
służby.
-Nie mówiłeś wcześniej nic o
służbie.
-Stwierdziłem, że zrobię ci
niespodziankę tym.
-I zrobiłeś. Dziękuję, że
przyjąłeś mnie do swego życia.
-To przeznaczenie. Zobaczysz jak jest w
środku.
Wjechał do garażu i od razu zabrali
moje walizki z bagażnika. Pawlo otworzył mi drzwi i pomógł
wysiąść. Poprowadził mnie przez długi korytarz do jakiegoś
pokoju, którym była olbrzymia biblioteka. Przy stole ktoś
siedział.
-Dzień dobry synu.
„Synu? To jego rodzice? A ja tak
wyglądam?”
-Dzień dobry. Mamo, tato. Chcę wam
kogoś przedstawić. To jest Rozalinda. Według legendy powinienem
się z nią ożenić.
-Uratowałeś ją?
-Tak Ojcze.
-Rozumiem. Podejdź tu moja droga.
Zawahałam się. „A jak mnie nie
polubią?” Pawlo ścisnął moją dłoń. Dodał mi tym otuchy.
Powoli zaczęłam kroczyć w stronę jego rodziców.
-Spokojnie. Nie gryziemy.
-Miło Państwa poznać. Jestem
Rozalinda Koramino.
-Witaj moje dziecko. Jestem Evan
Draconis, a to jest moja żona Leilah. Nam też jest miło Cię
poznać. Prawda skarbie?
-Naturalnie- powiedziała i się
uśmiechnęła. Odetchnęłam.
-Wszystko w porządku?
-Tak. Byłam troszkę zestresowana. Ale
już nie jestem.
-To dobrze. Może chcesz odpocząć po
długiej podróży?
-Jeśli mogę to bardzo chętnie. Nie
spałam za dobrze tej nocy.
-Zaprowadź ją do gościnnej sypialni.
-Oczywiście Ojcze.
Po drodze wszyscy się nam kłaniali.
„Co się dzieje? Dlaczego? Dlaczego to się dzieje?” Pawlo mi się
przyglądał. Widać było, że chce o coś zapytać.
-Pytaj jeśli musisz.
-Co cię trapi?
-Nic mnie nie trapi.
-Przecież widzę.
-No dobrze. Myślę o tym dlaczego oni
się nam kłaniają.
-Od dzisiaj jesteś księżniczką.
-Księ...żniczką?- zatrzymałam się
w pół kroku.- Nic nie mówiłeś.
-Zaskoczona? Przecież ci mówiłem, że
od teraz będziesz miała służbę.
-No tak. Ale to co innego niż bycie księżniczką.
-No tak. Ale to co innego niż bycie księżniczką.
-Wcale, że nie.
-Właśnie, że tak- powiedziałam. W
tym momencie chciałam się wrócić i przeprosić jego rodziców za
problem. Chciałam stamtąd uciekać. Ale Pawlo mnie zatrzymał.
-Na pewno wszystko w porządku?
-Sama nie wiem.
-Chodź. Zaprowadzę cię do pokoju.
Musisz odpocząć.
-Muszę sobie wszystko poukładać w
głowie. Od dzisiaj zmienia się moje całe życie.
-Ja cię doskonale rozumiem. Tędy
będzie szybciej.
Poprowadził mnie do jakiegoś pokoju,
w którym były moje rzeczy.
-Odpocznij. Wrócę o dziewiętnastej.
Będzie czas na kolację- mruknęłam i wyszedł. Zostałam sama.
Sprawdziłam czy wszystko mam, po czym wzięłam komórkę i ją
włączyłam. Od razu zaczął dzwonić więc odebrałam.
-Halo?- powiedziałam niepewnie.
-Justyna? Nie ma cię w pracy tak
długo. Nie radzę sobie bez ciebie.
-Cornelius...? Przepraszam cię.
Postaram się jak najszybciej wrócić do pracy. Chociaż nie wiem
czy będę mogła.
-Jak to? O czym ty mówisz? Wiem, że
miałaś wypadek i leżałaś w szpitalu, ale to nie powód dla
którego masz rzucić pracę.
-Po tym wypadku czeka mnie jeszcze
rehabilitacja. Nie wiem kiedy się skończy. Lekarz nic nie wspomniał
o terminie skończenia.
-Wiem, że nie leżysz już w szpitalu.
Widziałem cię jak wychodziłaś ze szpitala z jakimś facetem. Kim
on jest?
-Jak to nas widziałeś?
-Kim on jest?! Ja się pytam!
-Nie krzycz. Krzykiem nic nie
załatwisz.
-To mi odpowiedz!
-To mój narzeczony. Przepraszam. Znasz
może ród Draconisów?
-Znam. Jak głosi legenda kobieta
uratowana przez mężczyznę z tego rodu zostaje mu przeznaczona.
-Tak jest w moim przypadku. Najmocniej
przepraszam.
-On cię uratował? Dlaczego nic nie
powiedziałaś, gdy leżałaś w szpitalu?
-Ponieważ nie miałam przy sobie
komórki.
-Rozumiem... To w takim razie do
widzenia. Obyś miała udane życie. Na e-maila prześlę ci
wszystkie dokumenty potrzebne do skończenia twojej pracy u mnie.
-Zrozumiałam. Ale czy...
-To już koniec. Żegnaj.
-Poczekaj chwilkę....- sygnał się
urwał. Spojrzałam na telefon. To Cornelius się rozłączył.
Położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać.